- Nie bój się. Nic ci przecież nie zrobię - moich uszu dobiegł głos Danny'ego. Drgnąłem lekko i spojrzałem na niego. - Nie masz się czego bać, słyszałeś? Nie jestem żadnym gwałcicielem - zaśmiał się. Wymamrotałem coś i ruszyłem za nim. Jego dom znajdował się dziesięć minut drogi od baru. Pewnie był jego stałym bywalcem. Prychnąłem cicho.
Danny otworzył drzwi i wpuścił mnie do swojego mieszkania.
-Nie boisz się psów, prawda? - pokręciłem głową. - Luci, chodź tutaj! - usłyszałem głośne szczekanie i po chwili zobaczyłem psa rasy welsh corgi, który podbiegł do Dana, który zaczął go głaskać. Pies podszedł do mnie i obwąchał moje nogawki. - Śmiało, pogłaszcz ją. Nie zrobi ci krzywdy - niepewnie wyciągnąłem rękę w stronę Luci i ją pogłaskałem. Wyraźnie ucieszona zamerdała ogonem, po czym poleciała nie wiadomo gdzie.
-Poczekaj tu chwilę – odzywa się ponownie Danny i znika na schodach prowadzących na kolejne piętro.
Ja niepewnie zaczynam się rozglądać po całkiem dużym pokoju, który był urządzony w surowy, ale bogaty sposób. Pod ścianą rozciągał się rząd szaf, a naprzeciw mnie był przymocowany duży plazmowy telewizor, a tuż obok kominek przed którym leżał wielki biały dywan.
Na środku znajdował się niski, ale duży stół z bukietem kwiatów na środku. Z salonu od razu można było przejść do przestronnej kuchni urządzonej w białej tonacji.
W oczekiwaniu na Danny'ego usiadłem na skórzanej sofie, a nogi podkuliłem pod klatkę piersiową i objąłem je ramionami. Wielkość tego domu przytłaczała mnie cholernie.
Zastanawiałem się tylko jak niby muzyk z jedną mało znaną płytą na koncie mógł dorobić się takiego domu? Przecież te wszystkie rzeczy kosztowały pewnie majątek.
-Już jestem, szykowałem ci kąpiel – usłyszałem Danny'ego, a chwilę później zjawił się tuż koło mnie.
-Czemu robisz to wszystko? Ledwo mnie znasz.
-Czasem ludzie zadają mi pytania na które nie chcę odpowiadać. To właśnie było jedno z nich – znów stał się zdystansowany w stosunku mnie. Westchnąłem jedynie pod nosem, bo już nie chciałem wdawać się w dyskusję. - Idź na górę. Drugie drzwi na prawo. Zostawiłem ci tam coś do przebrania. Kiedy skończysz, zejdź proszę do salonu – nakazał mi tonem nieznoszącym sprzeciwu, a ja nie mając innego wyjścia dostosowałem się do jego słów.
Zgodnie z jego wskazówkami dotarłem na drugie piętro. Po obydwu stronach korytarza wisiały obrazy. Nie wyglądały na reprodukcje, co dało mi do myślenia, że on faktycznie jest cholernie bogaty.
Dotarłem do dużej łazienki, w której unosiła się gęsta para. Szybko rozebrałem się z moich ubrań i wszedłem do wanny, w której natychmiastowo otuliła mnie gorąca woda i piana. Mruknąłem pod nosem zadowolony i przymknąłem oczy. Niestety, długo nie nacieszyłem się samotnością, ponieważ rozległo się ciche pukanie do drzwi łazienki.
-Yyy...proszę? - powiedziałem niepewnie, a w drzwiach pojawił się Danny z dwoma lampkami wina w dłoni. Widzę, że zdążył się już przebrać, bo miał na sobie luźne jeansy i białą koszulę, w której nie zapiął do końca guzików. - Chyba miałeś poczekać na dole z tego co mi wiadomo.
On nic nie odpowiedział i tylko przysiadł na skraju wanny podając mi białe wino.
Uśmiechnąłem się niepewnie w ramach podziękowania, po czym stuknęliśmy się kieliszkami. Upiłem łyk wina. Było przepyszne i orzeźwiające.
-Dziękuję - powiedziałem cicho, nawet na niego nie patrząc.
-Nie masz za co. Serio - chciałem coś powiedzieć, ale uciszył mnie przykładając palec wskazujący do moich rozchylonych warg. - Słyszałeś. Nie masz za co. Robię to, bo mogę i chcę - zawstydzony i zaskoczony jedynie pokiwałem głową. Danny strasznie mnie onieśmielał. Upiłem kolejny łyk wina. On zrobił to samo. Czułem, że się we mnie wpatruje, chociaż ja unikałem spojrzenia jego stalowo-niebieskich oczu.
-Dlaczego nie poczekałeś na dole? - żeby nie zapadła krępująca cisza, brnąłem dalej w ten temat.
-Po prostu chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu tego wieczoru – wzruszył ramionami i musnął dłonią moje nagie ramię. Zadrżałem lekko, ale miałem nadzieję, że tego nie zauważył.
-Teraz możesz mieć mnie na co dzień – powiedziałem i dopiero po chwili kiedy zapadła cisza zorientowałem się co powiedziałem. - Znaczy...wiesz. Jestem teraz w twoim zespole i ja...my będziemy mieć próby i w ogóle – starałem się jakoś wyprostować sytuację, ale przez nerwy jakoś mało wiarygodnie to wychodziło, na co on jedynie parsknął śmiechem, a ja zawstydzony przygryzłem wargę.
-Nie denerwuj się. I proszę, nie rób tego – tu ponownie dotknął moich ust, a ja posłusznie przestałem je maltretować swoimi zębami. - A teraz wychodź, woda zaczyna robić się chłodna.
Mówiąc to, wstał i wziął jakiś duży biały ręcznik. Ja nadal siedziałem w wannie. Cholera, przecież nie pokażę mu się nagi.
-Okej, zamknę oczy jeśli się krępujesz – powiedział uśmiechając się pod nosem i zamknął swoje piękne oczy. Wykorzystałem tę chwilę ''prywatności'' i wyszedłem z wanny pozwalając mu otulić się miękkim ręcznikiem, a jego silne ramiona zamknęły się wokół mnie.
Poczułem delikatny pocałunek na mojej szyi. Zamruczałem pod nosem. Podobało mi się to.
Odchyliłem bardziej głowę dając mu większe pole do popisu, co natychmiastowo wykorzystał.
Miał świetne usta, ale...czułem się dziwnie. Znaczy, daję robić sobie te wszystkie rzeczy facetowi, którego prawie nie znam. Czy to nie dziwne? Ale z drugiej strony nie mogłem mu odmówić, bo to wszystko, co teraz się działo było piękne i chciałem żeby trwało wiecznie.
Po prostu czułem się bezpiecznie w jego ramionach.
-Podobają mi się twoje loki – szepnął i poczułem, że wtulił w nie twarz.
-Taak? A co jeszcze ci się podoba? - zapytałem pozwalając sobie na odrobinę zadziorności.
-Wszystko w tobie, Ben. A teraz ubieraj się, bo czuję, że drżysz z zimna, skarbie.
Z zimna...ta, pewnie, sarknąłem w myślach, ale przebrałem się posłusznie, w jego rzeczy, kiedy na mnie nie patrzył i już chwilę później kroczyliśmy schodami w dół, a on trzymał mnie mocno za dłoń.
Znów byliśmy w jego salonie. I wtedy to rzuciło mi się w oczy. Jak mogłem wcześniej nie zauważyć? Pod ścianą stał piękny czarny fortepian. Corowy muzyk i taki instrument? Jestem pod wrażeniem.
-Grasz? - zapytałem wskazując na to cudo.
-Nie, stoi dla ozdoby – sarknął. - Oczywiście, że gram.
Nadal trzymając mnie za dłoń, podeszliśmy do fortepianu, a on usiadł na stołku i zrobił mi miejsce obok siebie. Puścił moją dłoń i podniósł klapę. Po chwili zaczął grać. Całkowicie się temu oddał. Jego palce z nieprawdopodobną precyzją muskały klawisze. Wydobywały się spod nich magiczne dźwięki. Grał piękną, smutną melodię. Nie wiedziałem co to. Chopin albo Bach. Ważne, że było piękne. Danny grał z zamkniętymi oczami. Doskonale znał nuty. Sam też postanowiłem przymknąć oczy. Było to wspaniałe doświadczenie. Wszystko docierało do mnie wyraźniej. Lepiej odbierałem wszelkie bodźce. Było to niecodzienne doznanie. A to wszystko przez jakiś utwór na fortepian. Uśmiechnąłem się pod nosem. Nagle melodia ustała, a ja poczułem jego ciepłe usta na swoich.
Przysunąłem się bliżej niego, a on sprawnie posadził mnie na swoich kolanach i położył dłonie na moich biodrach. Jego usta były delikatne, ale w pocałunku stanowcze, a jego zarost przyjemnie mnie łaskotał po policzkach.
W pewnym momencie on oderwał się ode mnie. Przez chwilę w milczeniu wpatrywał się we mnie.
Miałem wrażenie, że jego zimne oczy czytały ze mnie jak z otwartej księgi. Cholera, przestań.
Zażenowany schowałem twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Coś nie tak? - zapytał.
-Nie, tylko... Peszysz mnie cholernie, Danny. Nie mogę rozgryźć co jest w tobie takiego – odparłem spuszczając wzrok. - Raz jesteś troskliwy, całujesz mnie i robisz te wszystkie rzeczy, a chwilkę później jesteś po prostu zimny.
-Po prostu taki jestem – powiedział po prostu wzruszając ramionami. - Tylko mam kilka tajemnic, to wszystko.
-I wiąże się to z wyrzucaniem gitarzystów po trzech miesiącach z zespołem? - czułem, że to moja szansa na dostanie odpowiedzi na to pytanie.
-W pewnym sensie – przyznał. - Ale teraz jesteś ty i myślę, że zagościsz tu na dłużej.
Parsknąłem pod nosem.
-Ile? Cztery?
-Nie, Ben – nagle jego ton głosu stał się po prostu zimny. - Nie psuj swoim wrednym charakterkiem tego, co zamierzam ci zaproponować.
-Więc co to jest, olśnij mnie.
-Umów się ze mną – powiedział. - Spraw mi tą przyjemność, a powiem ci wszystko. Nie spodoba ci się, możesz odejść, a ja nie będę miał do ciebie żalu. Jeśli zostaniesz będziesz miał okazję doznać rzeczy o których nie śniłeś. Zgadzasz się?
-Tak, Danny. Zgadzam się – powiedziałem lekko niepewnym głosem, bo szczerze mówiąc, to co teraz powiedział lekko mnie przeraziło. O czym on cholera mówił? Jakie rzeczy?
-Świetnie – rozpromienił się. - A teraz powinieneś iść spać.
-A ty?
-Mam jeszcze kilka spraw na głowie – wyjaśnił.
Przytaknąłem jedynie i zszedłem z jego kolan.
-Dobranoc – pożegnałem się, złożyłem lekko pocałunek na jego policzku i ponownie zniknąłem na schodach prowadzących do jego sypialni.